Nawiazujac do dyskusji o prawach autorskich: zwroccie uwage, ze wszystkie zdjecia obrazow na stronie amerykanskiego muzeum opatrzone sa imieniem i nazwiskiem fotografa, ktory je sfotografowal. W tym wypadku jest to Lary Sanders. To na pewno dobry obyczaj i warty rozpowszechnienia o ile ustalenie autora fotografii jest mozliwe. Rychu ma na pewno racje, ze dobra sfotografowanie obrazu nie jest rzecza latwa i kazda taka fotografia jest "naznaczona" indywidualnymi predylekcjami jej autora.

W Ameryce prawa autorskie są bardzo surowe wobec łamiących je. I może dlatego nazwiska fotografów. Dzięki Filejskiemu odkryłem moją reprodukcję Szlachty... na kilku portalach nie tylko na tym z linkiem podanym. Jeden nawet przepraszał. Okazuje sie że większość portali z malarstwem zdobywa ilustracje przez ściąganie z promocyjnego publikowania reprodukcji przy reklamie jakiegoś wydarzenia artystycznego, z innych portali, lub ze stron prywatnych takich naiwnych jak ja, którzy publikują swoją harówkę (przy wykonywaniu reprodukcji), nawet w dużej rozdzielczości. Ale nawet ze zdjęcia w dużej rozdzielczości w necie nie da się wyłuskać fragmentu ze szczegółami. Trzeba się zbliżyć do obiektu i sfotografować tylko fragment. I często wtedy widać cały kunszt malowania scenek rodzajowych. Zdaję sobie sprawę że mam pewną przewagę w publikowaniu takich scenek z racji możliwości które miałem ale każda inicjatywa jest na forum mile widziana.
Nowa scenka, fragment obrazu Domenico Qaglio, Dwór Artusa w Gdańsku, 1833, olej, płótno, 93x73,5. Trochę podobny do obrazu Schultza. Ciekawostką są pieski biegające i inna już funkcja obiektu. Osoby zwiedzają wnętrze. Jest nawet przekupień sprzedający chyba jabłka.

· 

Przepraszam za wtrącanie się off-topic, ale drugi raz zauważyłem słowo wyróżnione w poprzednim poście, więc chciałbym uściślić, czy na pewno o nie chodzi.

szafarz
1. «w dawnej Polsce na dworze magnackim i folwarku szlacheckim: osoba nadzorująca gospodarstwo domowe i zarządzająca spiżarnią»
2. «w dawnej Polsce: urzędnik zajmujący się sprawami finansowymi państwa»
3. «w XVI–XVIII w.: urzędnik miejski zawiadujący skarbem miasta»
4. «osoba rozdająca jakieś dobra lub zawiadująca nimi»

Bo może o to:

sztafaż
1. «mało istotne elementy, uzupełniające lub ozdabiające coś, np. utwór literacki»
2. «postacie ludzi i zwierząt lub przedmioty uzupełniające obraz lub rysunek, którego głównym tematem jest krajobraz albo wnętrza»

Chociaż muszę przyznać, że "kosmiczny szafarz" to niezła rzecz

Kłaniam się
Yoga



Nazwa: Dworek Szlachecki rodziny De-Gellie
Właściciel: Frans De-Gellie
Ilość Izb: 2

Opis z Zewnątrz: Budynek jest nieco zaniedbany, ale za to w wspaniałej okolicy, zdala od miejskiego skwaru. Dworek jest duży, otynkowany. do niego prowadzi długa alea z starymi bukami i innymi drzewami dającym cień wokół. Za Dworem mieści się całkiem spora stodoła i spichleż, niestety wymagają remontu. jeszcze dalej, tuż prz lesie znajduje się niewilkie poletko- zalążek wielkiego gospodarstwa
Opis Wnętrza: Tylko dwie spośród dziesieciu izb nadaje się do zamieszkania. Ale i one nie są bogato wystrojone, a właściwie pozbawione jakiechkolwiek sprzętów. w jednym z nich znajduje się jedynie wniewielkie posłanie złożon z siana, w drógiej natomiast składowane są narzedzia jak i beczka na piwo. Lada dzień pojawi się ich więcej. Po za tym w Dworku miesci sie również duża kuchnia, w której składowane jest jedzenie.

Wyposażenie:
- Duża kuchnia
-

Dom Biesiadny
Adres:
ul. Jagiełły 27
08-110 Siedlce

Opis:
".. A u nas kochani, jak za Króla Sasa..
jedz, pij gościu miły i popuszczaj pasa.."


Przytulne, choć obszerne wnętrze "przenosi" gości w świat zaściankowego dworu szlacheckiego. Wyeksponowane stare meble, sprzęty codziennego użytku, narzędzia. Ściany ozdobione galeriami obrazów i zdjęć.. ciepło. Gdzieś z boku, jakby zapomniana enklawa, kameralna sala myśliwska...

Tak najkrócej można opisać to, co otacza gości po przekroczeniu "Domu Biesiadnego". 

· 

A dla mnie kominek, poddasza na mnie nie działają :)
Natomiast bardzo nie lubię wnętrz stanowiących składnicę wszystkiego, co by się chciało mieć.


Oczywiście.:) Nowoczesna lampa w stylu pop-art ma się nijak do szezlonga.;) Marzę sobie właśnie o takim ciepłym domu, troszkę rustykalnym, troszkę z Soplicowa i dworku szlacheckiego, w barwach wiosenno-letnich.:)







Amalienborg / Amalienborg Palace / Amalienborg Slot - barokowy pałac królewski. Zaprojektowany przez Nicolai'a Eigtved'a w latach 1749-1760. To cztery, niemal identyczne skrzydła o wewnętrznych elewacjach w stylu rokoko, które otaczają oktagonalny plac o niemal tej samej nazwie co pałac - Amalienborg Slotsplads. Na środku placu znajduje się monumentalny pomnik króla Frederik'a V na koniu - fundatora tego pałacu.
Od 1795 to (zimowa) siedziba duńskich monarchów i dworu królewskiego.
Oryginalnie pałac był zaprojektowany dla czterech rodzin szlacheckich; jednakże kiedy spłonął Zamek Christianborg w lutym 1794 roku, rodzina królewska odkupiła Amalienborg i się szybko wprowadziła. Przez wszystkie lata przeróżni królowie i ich rodziny rezydowali w czterech różnych częściach pałacu.
Zwiedzać można tylko byłe komnaty Kristian'a VII. Można także wejść do XIX w. katedry Marmokirken - kościoła w marmurze, który to znajduje się w zachodnim skrzydle. Jednak mówi się, że wnętrza nie dorównują fasadom.
w południe, na placu odbywa się codziennie zmiana warty.

no powiem Ci pixeolo, ze daje rade ten kosciol...:)
ale...
z drugiej strony cudze chwalicie... prawie to samo mamy na miejscu u dominikanow bodajze... tez plastikowe krzeselka (przynajmniej 2 lata temu jak tam bylem)

a co do kosciolow.. mysle, ze ich architektura odzwierciedla nasze narodowe gusty (czy braki:)). jak kosciol to historyzujaca forma a wnetrza kapiace zlotem (plastikowym:) i sztucznymi kwiatami. jak blok mieszkalny to skosne daszki, fikusne kolorki (albo pomalowany w tecze, z kolorami dobranymi przez slepego). jak dom jednorpdzinny, to oczywscie "dwor polski" albo inny gargamel (niech okoliczne chamy widza, jak "szlachta" mieszka:)) bardzo ciezko kogokolwiek przekonac do czegos ciekawszego i zwyczajnie...ladnego.
mysle, ze moze ludzie nie wiedza jak moga wygladac nowoczesne obiekty. nie interesuja sie. brakuje im przykladu? tutaj widze szanse dla waszego stowarzyszenia.. praca u podstaw:) brakuje odwaznego, ktory by we wsi postawil nowoczesny dom (bo co sasiedzi powiedza?)
uwazam tez, ze przyklad powinien isc tez troche" z gory". no ale skoro wladze miasta nie widza sensu organizowania konkursow (przeciez sa przetargi a to prawie to samo:) i buduja taki dajmy na to UM to jak przekonac zwyklych ludzi do architektury i zwyklego nasladownictwa tego co dobre:)[/b]

Tłumacz się tłumacz ja swoje wiem nie no poważnie to rozumiem, ale mam nadzieję, że kiedyś się do tego typu pisarstwa/wierszoklectwa/bzdurzenia czy jakkolwiek chcesz to zwać przekonasz.

A tu jest dalszy fragment tejże książki...:

Nie osiadł North jednak nigdy, nigdzie na stałe,
Walczył dla królestwa Gońców na chwałę,
I ruszył tym razem w podróż za złotem, mieczem,
Zostawił jednak myśl o zarobku, w opiece
Miał zaś przybytek rozkoszy w pobliskim Trian,
Słynący wyśmienitym piwem, ofertą dam
Jaką żaden na wschód od Trezoru nie mógł się
Szczycić zamtuz, wjechał do Trian, okrzyk „Ja tu śpię!”
Przywitał go, choć to południe w całej sile,
„Widać żyją jeszcze w świecie tacy debile,
Co miast z dnia korzystać i cieszyć się żywotem
Wolą spać, czy żebrać kładąc życie pokotem,
Szczęście, że trafiłem do imperialnej szkoły,
Jestem Gońcem i mam w rzyci karczemne stoły,
Dane było jadać na dworach, dzięki Bogu!
Nie zaś chędożyć wieśniaczki na siana stogu,
Jesteśmy na miejscu, czekaj na mnie Miradriel”
Powiedział North słysząc pijacko – szlachecki śpiew,
Czym się różnił zamtuz od karczmy? Niczym prawie,
Główną zaletą przyjemność, wadą bezprawie,
Różnica, jeśli takowa była, to w klasie,
W zamtuzie dukaty i talary zliczacie,
W karczmie połamane ławki, kufle rozbite
I drzewce kos popękane, głowy przepite
Widnieją na rachunkach, talara, dukata
Nie uświadczysz weń wcale i do końca świata
Taka już będzie we wsiach i miastach zasada:
„Chłopi do karczmy, szlachta w zamtuzie zasiada!”

Wszedł do wnętrza North i usłyszał głos znajomy,
Donioślejszy nawet niźli księdza z ambony,
Krzyczał do niego właściciel, przyjaciel jakoby,
„Witaj North! Piwo dla ciebie! Godny zarobek
Dziś miałem, więc i godnie cię przyjmę mój Gończe!
Pozwól, siądź tutaj spokojnie, zdejmij opończe
I opowiadaj po coś przybył, nie przecież by
Z uciech korzystać, wiem, dla Ciebie to nawyk zły,
Choć sądzę, że to głupie, ale wiem, wiem kodeks,
I tej imperialnej szkoły zasady złote,
Cholera!” – koniec niezbyt wyrafinowany,
„Nic się nie zmieniłeś! Mój Andrilu kochany,
Nadal ten rubaszny władca swego zamtuza,

O dworku w Uniszkach:



A tutaj nowa oferta dworku w Ujazdowie:
http://www.otodom.pl/index.php?mod=show&insId=783263
Cena spadła do 1 750 000 zł i można popatrzeć na zdjęcia pięknych wnętrz (niestety obrazki mają strasznie małe rozmiary).
Dwór do skansenu

wczoraj 12:31:26
W przyszłym roku drewniany dwór z Uniszk Zawadzkich znajdzie się w Muzeum Wsi Mazowieckiej w Sierpcu.

Rada Gminy Wieczfnia Kościelna jednogłośnie podjęła uchwałę o nieodpłatnym przekazaniu tego obiektu samorządowi województwa mazowieckiego, a wcześniej grupa radnych zwiedziła sierpecki skansen.

Była rezydencja szlachecka w Uniszkach – z końca XVIII w., odrestaurowana w latach osiemdziesiątych ubiegłego stulecia, potem mieściła się w niej biblioteka – usytuowana jest obok szkoły, co obniża jej wartość. Rzeczoznawca wycenił tę nieruchomość (z działką) na 157 tys. zł. Gmina próbowała sprzedać ją w drodze przetargu. Ponieważ jest to zabytek, cenę wywoławczą obniżono o połowę. Oferty zakupu złożyły dwie osoby fizyczne, z których jedna zadeklarowała przeniesienie obiektu do parku im. Konopnickiej w okolicach Siedlec. Przetarg nie został rozstrzygnięty.

- Za dwór wzięlibyśmy jakieś 70 tys. zł, nie są to duże pieniądze. Zaczęliśmy szukać innego sposobu zagospodarowania budowli. Pomysł przekazania jej samorządowi wojewódzkiemu powstał podczas spotkania wicemarszałka Ludwika Rakowskiego z samorządowcami. Potem jeszcze kilkakrotnie z nim rozmawiałem i wspólnie doszliśmy do wniosku, z najlepszym miejscem dla dworu będzie właśnie muzeum – powiedział nam wójt Jan Warecki.


Zauważam jeszcze, że owe pokrajewskie kryminały miejskie, czerpią głównie z czarnego kryminału, tak jak Krajewski. Aż mi się marzy coś w stylu angielskim, we wnętrzach szlacheckiego dworku gdzieś na Lwowszczyźnie...

Myślę że na rozwinięcie wątków które poruszyłeś w pierwszym poście będzie jeszcze czas. Póki co chciałbym odnieść się do dalszych postów...

Jeśli mówisz o biedzie i ubóstwie carskiej Rosji, to musisz wyraźnie rozgraniczyć "bidę z nędzą" (do czasów Aleksandra II jeszcze nie tak katastrofalną - było ciężko ale w miarę znośnie...) ludności czytaj: chłopów, od bajecznego bogactwa carów (szlachta pod tym zględem w najmniejszym stopniu im nie dorównywała - to było niemożliwe). Warto zauważyć, iż dwór w Petersburgu był... najbogatszym dworem Europy! Bogatszy od Francji, od potężnej Anglii, od Prus - no, najbogatszy mówię!

Miałem wielki zaszczyt odiwedzić niedawno wspaniały Sankt Petersburg - o tym mieście można mówić bardzo wiele. Byłem też w Ermitażu (nie Ermitrażu - to częsty błąd u Polaków - tez miałem z tym problemy). To nie tylko najpiękniejsze muzeum Europy - to najpiękniejsze muzeum świata, wszak dawna carska rezydencja - a carowie skromnych wnętrz nie lubili To także jedno z największych muzeów na naszym globie - gdybyś chciał obejrzeć wszystkie dzieła - zatrzymać się przynajmniej pół minuty przy każdym, to musiałbyś tam spędzić... 25 lat. A dodam że bilety są bardzo drogie - no chyba ze jesteś studentem - wchodzisz gratis.

Romanowowie - zaborcy... no nie da się ukryć. Nie należy jednak spychać całej winy na nich - pamiętajmy o naszym "skromnym" udziale w tej, że tak powiem - awanturze. No i musimy tez pamiętać o jaśniejszych punktach ich panowania nad nami. Z pewnością należy do nich ogromny rozwój gospodarczy i bogactwo Królestwa Polskiego. A co do jego konstytucji, nadanej przez Aleksandra I - car chciał na nas przeprowadzić mały eksperyment - chciał sprawdzić, czy ludźmi można rządzić poprzez konstytucję (która była marzeniem rosyjskich intelektualistów). Gdyby okazało się, ze tak - wprowadziłby ją w całym Imperium. Polacy pokazali jednak cesarzowi, że się nie da - ta nasza niepokorność... I mamy oto powód, dla którego Rosjanie (oczywiście ci swiadomi) nas znienawidzili - to przez nasze bunty ich marzenia o konstytucji legły na kilkadziesiąt lat w gruzach.

Może się narażę, ale moim zdaniem współpraca z Cesarstwem przyniosłaby nam jednak o wiele więcej korzyści niż powstania. Może z czasem carat sam przywróciłby nam niepodległość? Bo cóz dały nam powstania? Sprowadziły represje - na początku niewielkie, potem coraz sroższe - aż doszło do rusyfikacji. Powiedzmy to sobie szczerze - z naszej winy. [Zdaję sobie sprawę że z takimi poglądami moja kariera w LPR jest niemożliwa :p]

Witam!
Za "Gazetą Wyborczą" (Trójmiejską):
Porcelanowy skarb trafił na wystawę
Bartosz Gondek 04-05-2006, ostatnia aktualizacja 04-05-2006 20:11

W Muzeum Mikołaja Kopernika we Fromborku można wreszcie obejrzeć pruską kolekcję porcelany, odkrytą przypadkowo cztery lata temu w zrujnowanym dworku w Pielu.

"Porcelanowy skarb" - takie określenie przylgnęło do znaleziska z majątku Piele, który leży w rejonie zwanym Natangią. Większość historycznej Natangii (sąsiadującej z Warmią), pełnej niegdyś dworów i bogatych majątków, znajduje się dziś w obwodzie kaliningradzkim.

Na skarb składa się 276 naczyń z porcelany i szkła. Dwór w Pielu był przed 1945 rokiem typową komfortową rezydencją pruskiej szlachty. Posiadał wszelkie wygody - elektryczność, centralne ogrzewanie, toalety, łazienki, telefon. Wnętrza umeblowano XVIII- i XIX-wiecznymi barokowymi, rokokowymi oraz biedermeierowskimi sprzętami. Właściciele majątku - rodzina von Brandt - kolekcjonowali srebra. W ich rękach znajdował się m.in. wyjątkowo cenny samowar, podarowany przez walczącego z leninowską rewolucją rosyjskiego generała Piotra Wrangla.

Ada von Brandt miała też słabość do szkła i porcelany. Należały do niej XIX-wieczna zastawa na 60 osób oraz serwis Rosenthala z 1920 roku. Z porcelany wykonany był również rokokowy zegar z Królewskiej Manufaktury w Berlinie - zakład wyprodukował tylko dwa takie chronometry, oba na zamówienie Fryderyka Wielkiego.

Po 1945 r. majątek Piele stał się siedzibą PGR-u. Dwór rozsypał się w latach siedemdziesiątych. Dwadzieścia lat później resztki budynku zrównał z ziemią spychacz. - Wyglądało, że dzieje majątku dobiegły końca - mówi Jagoda Semków z Muzeum Mikołaja Kopernika we Fromborku. - Okazało się jednak, że pałacowy park kryje nielichą sensację.

25 sierpnia 2002 r. czterej chłopcy z Piela, kopiąc w parku w poszukiwaniu złomu, odnaleźli skrzynię zawierającą porcelanowe i szklane naczynia. Wśród nich była XIX-wieczna zastawa Ady von Brandt.

Znalazcy przekazali wszystkie przedmioty konserwatorom zabytków, za co dostali nagrody pieniężne i rzeczowe. Porcelanę z Piela można oglądać do września w dawnym Szpitalu św. Ducha we Fromborku przy ul. Starej 8.

Pozdrawiam
wars98

Proszę, pomóżcie mi napisać wypracowanie na ten temat"

Na podstawie fragmentów Przedwiośnia S. Żeromskiego i Ferdydurke W. Gombrowicza porównaj ukazane obrazy dworku szlacheckiego.

Przedwiośnie
Maciejunio, dostrzegłszy rannego gościa na sofie, zafrasował się, zmartwił, o mało nie płakał. Jakże to! Jeszcze śniadania nie ma na stole, a gość, taki gość, paniczów4 największy przyjaciel, czeka! Zakrzątnął się, zabiegał jak fryga, aż podskakiwał w pośpiechu. Wnet napędził do tej sali bosych pokojówek, jakichś małych "podręcznych" Piotrków i Florków. Nakryto stół i piorunem wniesiono koszyki z chlebem żytnim, z bułkami własnego wypieku, z suchymi ciasteczkami i rogalikami. Maciejunio własnoręcznie naznosił słoików z miodem, konfiturami, konserwami, sokami. Tu podstawił "masełko", tam rogaliki. Pod siwym przystrzyżonym wąsem uśmiechał się spoglądając na pewien słoik, który nieznacznie wskazywał, i coś "ośmielał się" szeptać z cicha na jego wielką, bardzo wielką pochwałę. Cezary przysiągł mu oczyma, iż odwiąże opakowanie słoika i skosztuje, a nawet sięgnie dokumentnie do wnętrza. Od wczorajszych doświadczeń polegał na zdaniu Maciejunia. Wniesiono uroczyście tacę z kamiennymi imbrykami. W jednym była kawa, kawa jednym słowem - nie jakiś sobaczy ersatz niemiecki - "kawusia", rozlewająca aromat swój na dom cały. W kamiennych także garnuszkach podsuwano porcję śmietanki. Z kożuszkami zagorzałymi od ognia uśmiechały się do gościa te kamienne garnuszki, przypiekane przez ogień zewnętrzny.
Cezary, nie czekając na domowników, zabrał się do "kawusi", kożuszków, "śmietaneczki", chleba, który płatał po żołniersku, do rogalików, które chrustał od jednego zamachu - do ciastek, miodu, konfitur. Maciejunio przewijał się kiedy niekiedy obok stołu i pochwalał oczyma, uśmiechem albo ruchem niepostrzeżonym zabiegi i czynności gościa. Na pytanie, czy nikt z domowników jeszcze nie wstał, stary sługa dał odpowiedź, iż śpią jeszcze wszyscy. Panna Szarłatowiczówna wstała już wprawdzie, ale teraz powróciła znowu do łóżka, a do stołu dziś w ogóle nie zasiądzie, gdyż jest niezdrowa.
- Doprawdy? Zasłabła? - troskał się młody Baryka.
- Jakoś... Ból głowy. Febra. Bo to teraz te ciągłe zmiany pogody. To pogoda, to masz! znowu niepogoda. Nigdy tego dawniej nie mieliśmy w naszych tutaj stronach. Była pogoda, no to pogoda. A teraz... Widać panienka z tej ciągłej niepogody wpadła w zapalączkę. Niektórzy mówią, że to wojna wpływa tak na tę niepogodę. Ciągłe strzały z armat.. Ale my tutejsi nie możemy tego wiedzieć.
- Może być, że to i wojna... - westchnął Cezary zmiatając najprzedniejszą marmoladę z brzoskwini.
Nie wszyscy jednak byli we śnie pogrążeni, bo oto dało się słyszeć wesołe podśpiewywanie i w lwich podskokach Hipolit Wielosławski wbiegł na ganek. Za chwilę był w jadalni. Maciejunio i jego podwładni zawirowali w sieniach i niewidzialnym kuchennym ośrodku. Wjechały zaraz nowe tace, nowe bochenki na miejsce nadwyrężonych przez Barykę, nowe koszyki z rogalikami, nowe maselniczki i słoiki pełne konfitur.
Hipolit jadł co się zowie. Do smakołyków podanych żądał dodatków w postaci "serwelatek" ', szyneczek, serków takich i owakich. Nasycił się wreszcie, rzucił serwetkę i wstał od stołu.

Ferdydurke
– Podano do stołu – zaanonsował w tużurku.
– Kolacja – powiedziała ciocia.
– Kolacja – powiedziała Zosia.
– Kolacja – powiedział Zygmunt.
– Papierośnica – rzekł wuj. Służący podniósł – i przeszliśmy do stołowego
w stylu Henri IV, gdzie na ścianach – stare portrety, w kącie samowar
syczący. Podano szynkę w cieście i groszek z puszki. Rozmowa znowu
zabrzmiała. – Zajadać! – rzekł Konstanty, dobierając nieco musztardy
i odrobinę chrzanu (lecz przeciw komu dobierał?). – Nic lepszego nad
szynkę w cieście, jeżeli dobrze przyrządzona. (…) Konstanty jadł dosyć
głośno, choć wyrafinowanie, z finezją; palcami operując nad talerzem,
ujmował płat szynki, przyprawiał chrzanem lub musztardą i wtykał w otwór
gębowy – to posolił, to znowu popieprzył, grzankę posmarował masłem,
a raz nawet wypluł kawałek, który mu nie zasmakował. Kamerdyner natychmiast
wyniósł. Przeciw komu jednakże wypluwał? I przeciw komu
smarował? Ciocia pojadała z dobrocią, dosyć obficie, lecz cienko, Zosia
wsadzała w siebie, Zygmunt konsumował gnuśnie, a służba usługiwała
na palcach.(…)
A właśnie dla podtrzymania rozmowy poczęli namawiać nas do jedzenia
i musiałem skosztować kompotu z gruszek – i znowu częstowano precelkami
do herbaty, i musiałem dziękować, jeść osmażane śliwki, które
mi więzły w przełyku, a ciocia dla podtrzymania rozmowy przepraszała
za skromne przyjęcie.

Gdyby chcieć odwiedzić wszystkie ciekawe miejsca znajdując sie po drodze pewnie do dzisiaj nie odjechalibyśmy dalej niż kilkanaście km od Bejsc dlatego założyliśmy,że w najbliższym czasie końca świata nie będzie i można coś odkładać na przyszły rok. Dlatego nie doczekały się naszej wizyty leżące po drodze Rachwałowice z drewnianym XVII- wiecznym kościołem i pozostałościami dworu oraz silnie związany z historią arian i będący przez pewien czas własnością Firlejów Rogów z modrzewiowym XVIII- wiecznym kościółkiem cmentarnym i ruinami dworu.Rogów Mnie ciągnęło do Nowego Korczyna gdzie czekały synagoga,kościół św.Trójcy i kościół św.Stanisława. Kościół św.Stanisława z zewnątrz stracił niestety swój pierwotny gotycki wygląd.W XVIII w. do korpusu obiektu dobudowano dzwonnicę a w XIX wieku na fasadzie świątyni dobudowano barokowy szczyt. W zbudowanym w XVI wieku manierystycznym kościele św.Trójcy,w kaplicy św. Jana Kantego zachowane są fragmenty późnogotyckiego tryptyku przedstawiającego Opłakiwanie Chrystusa. Niestety obie świątynie były niedostępne co po Bejscach stanowiło niemiłą niespodziankę. Pozostało zrobienie fotografii wnętrza przez kraty,spore uczucie niedosytu,spacer wokoło budowli i nadzieja,że może za rok będzie lepiej. Potężna burza zbliżająca sie z południa zniechęciła nas też do spaceru do ruin synangogi. Na pocieszenie został w pamięci obraz nietypowej architektury fasady kościoła św.Trójcy, na której znajdują się rzeźby Matki Boskiej z Dzieciątkiem, św. Elżbiety, św. Mikołaja oraz św. Wawrzyńca a także płaskorzeźby z herbami Nowego Korczyna, Krakowa, Korab i Syrokomla. A "juraiki" ? Przede wszystkim warto wspomnieć o pobliskich Grotnikach gdzie 4 maja 1439 roku,w bitwie między zawiązana poprzedniego dnia proczeską konfederacją a walczącymi pod rozkazami Hińczy z Rogowa wojskami wiernymi królowi (dokładniej rzecz ujmując wiernymi biskupowi Oleśnickiemu,który po śmierci Władysława Jagiełly, wobec małoletniości Władysława Warneńczyka sprawował praktyczną władze w kraju), poległ Spytek z Melsztyna syn również Spytka,wojewody i kasztelana krakowskiego. Tło wydarzeń nie było tak proste jak to się zazwyczaj przedstawia. Jagiellonowie dążyli do zdobycia korony czeskiej dla królewicza Kazimierza co doprowadziło do nieformalnej współpracy dworu królewskiego z proczeską a przez to często sympatyzująca z husytyzmem szlachtą. Pod wpływem kościoła zdarzenia przedstawiane były później jako zamach na wiarę chrześcijańską i jako takie utrwaliły się w potocznej pamięci. Konfederację zawiązało 168 przedstawicieli rycerstwa ziemi krakowskiej, sandomierskiej, lubelskiej ,wielkopolskiej i Rusi z udziałem stronników królowej. Jej celem było "usunięcie zjawisk godzących w interesy ogółu, wywołanych młodocianym wiekiem króla" czyli mówiąc prościej ograniczenie wpływów Oleśnickiego. Wspólnym hasłem łączącym rzeczywistych zwolenników husytyzmu i opozycję niechętną Oleśnickiemu było odebranie Kościołowi dziesięcin. Siły konfederatów były mniej liczne niż się tego spodziewano więc dwór królewski, który oficjalnie nie przyznawał się do powiązań z konfederacją, w ostatniej chwili wycofał się z konfrontacji, przystając na kompromis z biskupem krakowskim. Osamotnieni konfederaci ponieśli klęskę jednak obóz Oleśnickiego musiał zgodzić się na ustępstwa, dopuszczając zwolenników królowej Zofii do urzędów. Spytko "przebity na wylot wieloma włóczniami i strzałami z kusz, wyzionął ducha". Husyci na Jurze to kolejny temat wart szerszego omówienia. Na Spytku i zięciu naszej Elżbiety z Pilczy,księciu opolskim Bolku V temat się nie kończy.
Warto też wspomnieć o wydarzeniach z roku 1385 kiedy to piast mazowiecki Ziemowit IV zajął Korczyn i stąd prowadził wraz z popierającymi go biskupem Bodzantą i Wielkopolanami polityczne rozgrywki mające na celu sięgnięcie po koronę poprzez poślubienie Jadwigi. Gdyby te plany powiodły sie inaczej wyglądałaby nasza historia. Wyobrażacie sobie historię Polski bez Jagiełły ? Bez Grunwaldu? Świat się kończy! A czy Jura byłaby tą samą Jurą bez królowej Elżbiety z Pilczy?
Jeśli ktoś zajrzy w te strony może odwiedzić jeszcze dwa XIV-wieczne kościoły w Strożyskach i w Piasku Wielkim, drewniany kościół w Zborówku, Winiary z XIX-wiecznym dworem, kirkut w Grotnikach Małych lub cmentarz z I Wojny w Uciskowie. Nam plany pokrzyżowała ulewa ale końca świata do przyszłego roku ma nie być ...

Jacek Kaczmarski

Casanova - Fellini, scena niemiecka

Z księstw najszczęśliwszego Panie
Prominencie łaski Bożej
Pozwól, by ci hołdy złożył
Casanova Wenecjanin

Pisarz, lekarz, mędrzec sławny
Mistrz wojennej inżynierii
Budowniczy, znawca dziejów
Służyć ci talentem pragnie

Dwory całej Europy
Biły się o moją radę
Ja u twoich stóp ją kładę
Cześć oddając twoim stopom
(Chyba mnie nie słucha wcale
Bękart kazirodczej chuci
Twarz kretyna, wzrok ospały
Wasal Matki w czarnej sukni)

(Szczy na bele złotogłowiu
Świty rechot i brzęk kufli
Tlącą się szkarłatem głownią
Ściga oczy czarnych żółwi)

(Ten mi harcap w piwie nurza
Ten przedrzeźnia w oczy dmucha
Wrzeszczy rozwydrzona służba
To nie dwór, to piekła kruchta)

- Lud nasz jest dziki lecz genialny

I nie chce rad talentów obcych
Słuchaj, jak nasze brzmią organy
A głosy - mamy gościa chłopcy

Koniec zabawy Hymn Poddanych
Od pokory akord do potęgi
Od szaleństwa akord do geniuszu

Od ogromnych miechów instrumentu
Do ogromnych architektur duszy

Chórem wyższe fugi brać rejestry
Giąć młotami tonów rury z cyny
Rozdmuchiwać nad głowami przestrzeń

Śmiać się z ziemi wyższe brać drabiny

Huśtać się na dźwigniach interwałów
I szyderstwem złocić łeb genialny

Aż przetoczy się nad światem szałem
W orgii na organach Hymn Poddanych

- Giacomo Casanova
Dyplomy swoje schowaj
Wyjmuj pałkę
Tyś jebak nad jebaki

Więc pokaż, co potrafisz
Masz tu lalkę

Miałem mniszki rozpalone
W święto masek, sztucznych ogni
Wdowy stare i bogate
Którym Jowisz pieścił łona

I w turniejach salonowych
Mój grotołaz pokonywał
Jurność szlachty i stangretów
Aż z Giacomo Casanovy

Przepowiednia Wieloryba

Uczyniła Królem Kretów

Więc drążyłem korytarze
Ślepo błądząc w lepkiej ziemi

Gdy nade mną brzmiały drżenia
Homoseksualnych ważek
Podróż Karczma w Wielkiej Sali
Gdzie się klacze grzały w pianie

Parowały prześcieradła
Cienie stropy zapładniały
Huczał czarny piec gliniany
Purpurowiał trzon, twarz bladła

Niosłem moją matkę starą
Na ramionach jak ćmę wielką
Przeglądając się w oczach
Zobaczyłem w nich poczwarę

Wreszcie z tobą moja lalko
Miłość jest samotnym szczęściem
Po popisach samczej mocy
W wyziębionej sali zamku

Pieszczę cię jak myśl się pieści
Jestem czuły, jestem drżący
Nie opuszczę twego wnętrza
Lalkę z lalką złączyć lepiej
Twoje ciało, moje lędźwie
Wszak ten sam lalkolep lepił

Lody mórz i śniegi planet
Krzepną nad szaleństwem królów
Dalej nie ma już gdzie jechać
My przetrwamy ból i zamęt
Wypełnieni sobą czule
Zasłuchani w chórów echa

Chwała i sława Księżycowych Alei. Najlepszy lokal i najlepsza restauracja w całym Sulvar'thar. Ten spory budynek, bardziej przypominający pałace szlachty, otoczony jest sporym parkiem, gdzie również można jeść świetne posiłki. W samym parku znajduje się stawik z maleńką wyspą pośrodku, która jest najlepszy i najdroższym miejscem na spędzenia choćby romantycznej kolacji.
Wnętrze Księżycowego Dworu wzbudza niebywały podziw dla wszystkich klientów, wyłączywszy oczywiście rasy umiejących docenić estetykę i piękno. Ściany są obłożone w całości obrazami, tak by żaden kawałek ściany nie był bez żadnego dobrego dzieła malarskiego. Przy stolikach można podziwiać rzeźby, w każdym swoim calu, będącymi dziełami sztuki. Same stoły mają przezroczyste kryształowe blaty, a nogi ładnie wyrzeźbione w ciemnym marmurze.
W restauracji znajduje się łącznie dwadzieścia pięć stolików, z czego pięć jest na zewnątrz. Sama kuchnia Księżycowego Dworu, jest arcydziełem dla każdego szanującego się mistrza kuchni. A takich się przelało przez tą szczególną restaurację mnóstwo. Pochodzą oni z różnych planów, toteż gama dań w Księżycowym Dworze jest naprawdę niebywała.

Spis dań na dzień dzisiejszy:

Przystawki:
Sałatka z owoców morza(prosto z Planu Żywiołu Wody)
Przepiórcze jajka z polewą majonezową z kawiorem
Pieczone jarząbki z sosem słodko-kwaśnym
Jajecznica z pawich jaj z sutą omastą warzywno-mięsną
Stek wołowy zapiekany w serze z papryczkami Aneusa(bardzo ostre)
Sałatka owocowa rodem z Arkadii
Otchłanna zapiekanka z grzybami Telerich(ostra)
Plasterki purpurowego robala w słodkim sosie
Zupa arboreańska
Białe pieczywo, sprowadzane z Celestii
Zapiekane ziemniaki w mundurkach

Dania główne:
Pieczony łabędź z dodatkami
Pieczeń z migopsa
Zapiekana w cieście łapa czarnego niedźwiedzia
Zawijańce z mięsa sowoniedźwiedzia w sosie grzybowym
Gotowane żółwie mięso z warzywami
Kalmari w panierce
Paski żbiczego mięsa z zalewie owocowej
Otchłanna zapiekana hydrza głowa
Krucze udka na słodko
Pieczone wiewiórki z warzywami
Duszony lis z ryżem
Potrawka z żabich udek w sosie celestiańskim
Pieczone nietoperze w zapiekance serowej
Smażona w całości sowa uszata z cynamonem
Kawałki węża w cieście
Stek z duchowego rotha

Dodatki:
Młode ziemniaki w mundurkach
Ziemniaki smażone
Ziemniaki gotowane
Ryż(biały lub brązowy) z warzywami
Pieczywo białe
Otchłanny Chleb
Baatorańskie bułeczki

Napoje:
Wino białe - o dokładniejsze gatunki proszę pytać kelnerów.
Wino czerwone - o dokładniejsze gatunki pytać kelnerów.
Wódka - o dokładniejsze gatunki pytać kelnerów.
Piwo - o dokładniejsze gatunki pytać kelnerów.
Brandy - o dokładniejsze gatunki pytać kelnerów.
Likiery - o dokładniejsze gatunki pytać kelnerów.
Drinki - o dokładniejsze gatunki pytać kelnerów.
Szampany - o dokładniejsze gatunki pytać kelnerów.
Rum - o dokładniejsze gatunki pytać kelnerów.
Whiskey - o dokładniejsze gatunki pytać kelnerów.
Bourbon - o dokładniejsze gatunki pytać kelnerów.
Nalewki - o dokładniejsze gatunki pytać kelnerów.
Soki - o dokładniejsze gatunki pytać kelnerów.
Wody - o dokładniejsze gatunki pytać kelnerów.
Kawy - o dokładniejsze gatunki pytać kelnerów.
Herbaty - o dokładniejsze gatunki pytać kelnerów.

Podziwiam, bo ja sam na palcach jednej ręki mogę policzyć polskie piosenki, które mi się podobają

Ja do niedawna słuchałam w zasadzie tylko anglojęzycznej muzyki... ale się przekonałam

Pompeję II zdecydowanie mniej lubię.
Za to absolutnie piękne jest to:

Casanova
I

Z księstw najszczęśliwszego Panie
Prominencie łaski bożej
Pozwól by ci hołdy złożył
Casanova Wenecjanin

Pisarz lekarz mędrzec sławny
Mistrz wojennej inżynierii
Budowniczy znawca dziejów
Służyć ci talentem pragnie

Dwory całej Europy
Biły się o moją radę
Ja u twoich stóp ją kładę
Cześć oddając twoim stopom

(Chyba mnie nie słucha wcale
Bękart kazirodczej chuci
Twarz kretyna wzrok ospały
Wasal Matki w czarnej sukni)

(Szczy na bele złotogłowiu
Świty rechot i brzęk kufli
Tlącą się szkarłatem głownią
Ściga oczy czarnych żółwi)

(Ten mi harcap w piwie nurza
Ten przedrzeźnia w oczy dmucha
Wrzeszczy rozwydrzona służba
To nie dwór to piekła kruchta)

II

- Lud nasz jest dziki lecz genialny
I nie chce rad talentów obcych
Słuchaj jak nasze brzmią organy
I głosy. Mamy gościa chłopcy
Hymn Poddanych!

"Od pokory akord do potęgi
Od szaleństwa akord do geniuszu
Od ogromnych miechów instrumentu
Do ogromnych architektur duszy

Chórem wyższe fugi brać rejestry
Giąć młotami tonów rury z cyny
Rozdmuchiwać nad głowami przestrzeń
Śmiać się z ziemi Wyższe brać drabiny

Huśtać się na dźwigniach interwałów
I szyderstwem złocić łeb genialny
A przetoczy się nad światem szałem
W orgii na organach Hymn Poddanych"

- Giacomo Casanova!
Dyplomy swoje schowaj
Wyjmuj pałkę!
Tyś jebak nad jebaki!
Więc pokaż co potrafisz!
Masz tu lalkę!

III

Miałem mniszki rozpalone
W święto masek sztucznych ogni
Wdowy stare i bogate
Którym Jowisz pieścił łona

I w turniejach salonowych
Mój grotołaz pokonywał
Jurność szlachty i stangretów
Aż z Giacomo Casanovy
Przepowiednia Wieloryba
Uczyniła Króla Kretów

Więc drążyłem korytarze
Ślepo błądząc w lepkiej ziemi
Gdy nade mną brzmiały drżenia
Homoseksualnych ważek

Podróż Karczma w Wielkiej Sali
Gdzie się klacze grzały w pianie
Parowały prześcieradła
Cienie stropy zapładniały
Huczał czarny piec gliniany
Purpurowiał trzon
Twarz bladła

Niosłem moją matkę starą
Na ramionach jak ćmę wielką
Przeglądając się w jej oczach
Zobaczyłem w nich poczwarę

Wreszcie z tobą moja lalko
Miłość jest samotnym szczęściem
Po popisach samczej mocy
W wyziębionej sali zamku
Pieszczę cię jak myśl się pieści
Jestem czuły jestem drżący

Nie opuszczę twego wnętrza
Lalkę z lalką złączyć lepiej
Twoje ciało moje lędźwie
Wszak ten sam Lalkolep lepił

Lody mórz i śniegi planet
Krzepną nad szaleństwem królów
Dalej nie ma już gdzie jechać
My przetrwamy ból i zamęt
Wypełnieni sobą czule
Zasłuchani w chórów echa

Neferko, czy ja Ci miałam coś Kaczmarskiego powysyła, czy mnie się bzdurzy?

Witam Panie Jacku.

Chciałbym się podzielic paroma uwagami odnośnie jedynej Pana książki, którą udało mi sie przeczytać (dzięki Bibliotece Pólnocnej )
A mianowicie "Bohuna". Natomiast co do szczegółów, to jest gorzej

Przykro mi, że Pan się zawiódł na Bohunie, proszę przyjąć wyrazy mojego szczerego ubolewania, ale nie zamierzam tłumaczyć się z każdej sceny, ani pomysłu. To moja książka, moja literatura, mam prawo pisać co mi się żywnie podoba, podobnie jak Pańskim prawem jest nie czytać moich książek. Jest przecież tylu innych, wspaniałych autorów, którzy na pewno zadowolą Pańskie potrzeby.

Czy mam się brać za czytanie "Czarnej Szabli" ?

A po co? Nie wygląda na to, aby to była ksiązka dla Pana. Proszę zostawic ją dla innych Czytelników.
Co do kilku Pańskich uwag - opis wnętrza dworu jest autentyczny - pisany na podstawie protestacji szlacheckich, wymieniających sprzęty i to, co się znajdowało we dworach - proszę z łaski swojej przeczytać choćby Życie Polskie w dawnych wiekach Władysława Łozińskiego, albo tego samego autora Prawem i Lewem.
Co do koni, to co Pan insynuuje jest oczywiście wierutną bzdurą. Proszę sobie poczytać co Marian Czapski pisze o hodowli koni na stepach Ukrainy (Maryan Czapski Historia powszechna konia, Poznań 1874), tam jest to wszystko wyjaśnione szczegółowo.

Na koniec mam jeszcze jedno pytanie.Moja ocena szlachty tamtego okresu jak i oceny innych(chociazby na tym forum)idą raczej w kierunku negatywnym.Czy mógłbyś wyjaśnic skąd u Ciebie tak pozytywne podejście do szlachty i tamtych czasów??W tym temacie Toudi i Tigana juz jakby sprowokowali dyskusje,brakowało mi tylko odniesienia sie do tej kwestii samego autora.

Nie wiem, co się stało, ale forum połknęło moją poprzednią odpowiedź? Wysłałem ją i znikła! Ja chciałbym zwrócić uwagę administratorów, że jeśli zbyt długo piszę jakiś post, system automatycznie mnie wylogowuje, a sam post przepada po wysłaniu!!!

W każdym bądź razie wracając do meritum - mój pozytywny stosunek do świata szlachty polskiej bierze się z faktu (pomijając już artystyczną fascynację feudalizmem - choć wcale nie uważam, aby był to sprawiedliwy system polityczny) iż pomimo wielu wad jest to taka część naszej kultury, bez której nie ma Polski i Polaków.
Komunistom przez 50 lat okupacji Polski udała się jedna rzecz - zohydzenie kultury szlacheckiej. Przez całe lata wmawiano nam, że jesteśmy gorsi niż inni, że musimy się wstydzić naszej historii, ze utrzymamy niepodległość tylko jako wasale Moskwy itd. Wszystko dlatego, że upodlonym w taki sposób narodem łatwiej było rządzić.
Natomiast ataki kierowano na kulturę szlachecką głównie dlatego, ze ma ona podstawowe znaczenie dla Polaków. Co zostanie jeśli wytniemy z naszej historii kilka wieków panowania szlachty? Jedna wielka czarna dziura? Nie było wszak u nas kultury innej niż szlachecka - np. chłopskiej, czy mieszczańskiej. Co pisze chociażby Janusz Tazbir w najnowszym wydaniu Kultury szlacheckiej w Polsce.
Inna rzecz, że nie widze powodu dla którego miałbym krytykować i znęcać się nad jakąś częścią naszej kultury i historii, skoro nie robią tego nasi sąsiedzi. Nie słyszałem,aby Niemcy, czy Anglicy mieli jakąś ogromną pogardę dla swoich dziejów. Przeciwnie - jak tylko mogą starają się wybielać własną historię, ci pierwsi pozbyli się już odpowiedzialności za rozpętanie II wojny. Dlaczego zatem Polacy mają być gorsi, tarzać się szlochać i przepraszać za swoją historie, akoro inni tego nie robią?
I jeszcze jedna sprawa - co złego uczyniła szlachta polska Europie, abyśmy musieli się za nią wstydzić? Wymordowała jakiś naród? Wznieciła krwawą wojnę? Oczywiście można dać tu przykłady wojen polsko-kozackich, ale to nie jest żaden ewenement w Europie w XVII wieku. Wcale nie były one okrutniejsze niż wojna o wolność Holandii, czy wojna trzydziestoletnia.

05-01-24 09:45

Trenowałem wczoraj wieczorem. Szukałem po hipermarketach słoneczka na gaz i obawiałem się że nie zdążę na umówiona godzinę. Ulice były śliskie.

- dziękujemy temu wyobrażeniu – wspomnieniu, jakiejś dworskiej zbiorowej doskonałości, wytworności, klasy. Arystokratycznego szpanu, jaki mi się odtwarza, gdy teraz zasiadłem do pisania.
To hinduski dwór maharadży?
Polski, szlachecki, przedwojenny z pewnością nie.
Odtwarza mi się i moje doświadczenia przy nim, moje poczynania, są dla mnie znikome, żadne. Napiszę zdanie i już chcę je wykasować, przepraszam i tłumaczę się.

Całe życie dążyłem do takiej wytworności, do bycia lepszym w ten sposób.
Więc pewnie sobie tego nie odpuszczę.
Związek z niektórymi kobietami wynosił mnie na takie społeczne wyżyny.
Dziwi mnie tylko, że znałem, byłem w jeszcze większych znakomitszych dworach, a nie odtwarzam ich sobie teraz, tylko ten pomniejszy, w którym gra mi poczucie niższości.
Maję uprawiałem na wiele różnych sposobów, czy ten, w którym nie doceniam własnych doświadczeń jest najkorzystniejszy?
Wszedłem na salę i widok podłogi, cisza, sala cała, wyrzuciły mnie z czasu w stan poza czasem.
W jednej sekundzie ,niezauważalnie sprawy przyziemne, męczące interakcje, szarpanina dnia powszedniego, syfy, gnioty realne znikły.
Śpiewy na początku treningu, odruchowe włączenie koncentracji tylko na tym, co się robi, włączenie srogiego guru, żeby nie powiedzieć infantylizacja autorytarna – to miało miejsce, gdy przekroczyłem wczoraj próg sali. Dojo? Kościół?

Podobają mi się msze murzyńskie z wesołymi porywającymi pieśniami.

W okresie dojrzewania, gdy fantazjowałem bez umiaru, czy po wymówieniu światu za zdradę żony (wtedy malowałem obrazy) trenowałem życie poza czasem.
Hindusi nie dojadają, ale kupują bilety na filmy z ichniego Bollywod, żeby przeżywać go ekspresyjnie jak prawdziwe zdarzenia. Są w stanie poza czasem.
Co to jest to, co widzę? Co jest grane?
4 – wygięcie do tyłu na chlebaku, rotacja ud do wewnątrz.
Poziom emocjonalny: klimaty szpanersko snobistyczne z warsztatów; klaty dumne
osobników męskich , ich dumny chód od łazienki na salę.
Żeby się dostroić do tego klimatu równie wspaniale idealnie wyciągałem ręce.
Poziom fizyczny: zdziwiłem się kamieniem w brzuchu, od razu mi się skojarzyło z niebezpieczną chorobą.
Zmieniłem modalność przestrzeni wewnętrznej skręcając dłonie do wewnątrz.
Gdy wnętrza dłoni patrzyły na siebie było mi w głowie trochę ciemniej, witalniej, po koleżeńsku.
Gdy wnętrza dłoni patrzyły w sufit , palce rozstawione *miałem* przestrzeń jak nad morzem. Nieosobistą, nieograniczoną, jasną, zewnętrzną. Potężną i nie moją.

W tym połączeniu dłoni ( ciało w wygięciu do tyłu na chlebaku) z rodzajem świadomości czegoś mi brakuje. Jakiegoś miękkiego organu?

10 skręcałem uda do wewnątrz
Trudno mi było być spokojnie z bólem, przyglądać się mu i kojarzyć, poznając go.

Pędziłem. Poganiałem, złościłem się . Podejrzewałem ,ze odtwarzam pełną złości interakcję syna z ojcem. Tata wykręca synowi ucho i syczy ze złością, żeby mu nie podrywał autorytetu przed wychowankami.
Nie byłem pewien tych podskórnych sadystyczno masochistycznych emocji.
Skoro mi się pojawiło takie podejrzenie to pewnie to przezywałem jako powtórkę z rozrywki.
Rodney Lee przynajmniej na CD emanuje pięknym, silnym spokojem, także gdy astangowo robi asany. A jeszcze ta muzyka nastrojowa marzycielska a silna….
Cdn…..
05-01-26 00:41

Lee Mill pokazywał równoważne nie wychodziło nam bawiliśmy się, przypomniało mi się jak się sam uczyłem. MG Mercedes tez próbował, gdy gadaliśmy więcej, nudziła się i sobie tańczyła. Danonka wpychała mi stopę na siłę w kukatasanie, zależało jej, na siłę wpychała.
Sam kiedyś uczyłem się wolniej , Lee Mill leciał, ale może ja więcej dyskutowałem z sobą
Dobrze zrobiłem wchodząc w to .

Po siavasanie rozwiązałem problem odbierania bodźców wzrokowych przez narzucające się gotowce emocjonalno znaczeniowe
Mimo nawałnicy staroci emocjonalno znaczeniowych patrzyłem po siavasanie dalej odpuszczając je sobie. I przypomniał mi się opis spotkania wielkich mędrców hinduskich. Usiedli niedaleko siebie, posiedzieli razem i się rozstali. Spotkanie było doniosłe, owocne i budujące. Bez słowa, jednego.
Mam wrażenie ,ze istota Marcina na którego patrzyłem wykreowała mi się w świadomości po okresie nic nie dziania sie . To, co stanowi o jego indywidualności. Facet jest jak najdalszy od eksponowani siebie publicznie.
Aż się przestraszyłem. Tak świeże i wyraziste było to odczucie. TO JEST TO !

Ciekawostki

Nie sposób określić początków hazardu w historii ludzkości, trudno też wymienić wszystkich sławnych hazardzistów. Są jednak nazwiska, które zapisały się w historii ponieważ były nazwiskami ludzi sławnych.

Juliusz Cezar i jego młody przyjaciel Marek Antoniusz byli nie tylko postaciami historycznymi, ale także hazardzistami, którzy większość swego wolnego czasu spędzali, grając w kości lub obstawiając zakłady na walkach kogutów W historii można zresztą znaleźć niezliczoną ilość opowieści opisujących aktywny wkład Rzymian w rozwój ówczesnego hazardu.

Klaudiusz, na przykład, nawet wnętrze swego powozu przerobił tak, aby móc grać w kości podczas podróży. Seneca pisząc parodię na śmierć władcy, przedstawił go w piekle skazanego na wieczną grę w kości przy użyciu kubka bez dna. Namiętnym graczem był również sukcesor Klaudiusza - Neron. Kaligula natomiast miał obrzydliwy zwyczaj rekompensowania swoich przegranych aresztowaniami lub egzekucją bogatych obywateli i konfiskatą ich dóbr.

W późniejszej historii także nie trudno znaleźć wśród władców namiętnych graczy. Henryk VIII był tak zapamiętałym hazardzistą, że przegrał gigantyczny dzwon kościelny z City of London. Gry były głównym sposobem spędzania czasu również na dworze Ludwika XIV. Hazardzistami byli ludzie różnych profesji. Poczynając od wielkich pisarzy jak Dostojewski czy Montaigne aż po znakomitych naukowców - Cardana czy Descartesa.

Rzućmy okiem na eleganckie, XVIII-wieczne salony modne wśród ówczesnej europejskiej socjety. W tych wyrafinowanych kręgach poruszał się najsłynniejszy gracz wszechczasów - włoski awanturnik i wielki kochanek Casanova. Znając burzliwą jego życia aż trudno uwierzyć że pośród licznych miłosnych podbojów znajdował jeszcze czas, aby usiąść przy stole do gry. Ale faktycznie to hazard był jego życiem. Zmieniający się stan - od nędzy do bogactwa - stał się immanentną częścią jego życia. Casanova był jednak na tyle sprytny i pozbawiony skrupułów, że zazwyczaj szybko znajdował sposób na wyjście z biedy Również wygrywał częściej niż przegrywał. Kiedy Casanova "trzymał" bank, zazwyczaj miał szczęście. Raz jednak w Wenecji, w domu gry gdzie tylko szlachta miała przywilej "trzymania" banku, przegrał 5000 sekwenów (w złocie) w ciągu dwóch dni.

W XIX wieku w Anglii pojawił się Beau Brummell, który mógłby konkurować z Casanovą i na niwie towarzyskiej, i jako hazardzista. Znakomicie wykształcony w Eton i Oxford, szybko stał się znaczącą postacią wyższych sfer swoich czasów George Bryan Brummell był członkiem "White" i "Brooks Club", gdzie grał regularnie i wysoko. Jednym z członków "White Club" był znakomity gracz niejaki Bligh. Pewnej nocy Brummell stracił 1000 gwinei i dowcipkując, zwrócił się do kelnera o przyniesienie mu świecznika i pistoletu. "Oświetlę sobie drogę do śmierci" - powiedział. W tym momencie siedzący naprzeciwko Bligh wyjął pistolet i położył go na stole mówiąc: "Panie Brummell, jestem szczęśliwy, że mogę panu zaoferować pomoc w realizacji pańskiego zamierzenia, bez fatygowania kelnera". Hazard pozwolił Brummellowi długo pozostawać w centrum życia towarzyskiego. Swoje życie zakończył w wieku 62 lat.

Nie brakowało hazardzistów także wśród XIX wiecznych bohaterów Dzikiego Zachodu. Jednym z nich był słynny Wyatt Earp - rewolwerowiec i szeryf. Jego wyczyny w obronie prawa i porządku to fikcja, natomiast umiejętności jakie wykazywał w grze pozostały faktem. Pensja, jaką Earp otrzymywał na posadzie szeryfa, była tylko niewielką częścią dochodów osiąganych dzięki umiejętności gry w karty. Był również współwłaścicielem "Oriental Saloon and Gambling House". Innym rewolwerowcem, któremu aktywność w latach 60. XIX wieku zapewniła legendarną sławę był Bill Hickok. "Dziki Bill" był, tak jak Earp, przez pewien czas szeryfem. Zginął w czasie gry w pokera w salonie Deadwood w Dakocie, kiedy usiadł tyłem da drzwi. W połowie gry do salonu wszedł inny gracz - Jack McCall, dobył broni i strzelił Hickokowi w tył głowy. Kiedy partnerzy podjęli karty "Dzikiego Billa", zobaczyli parę asów i parę ósemek.
Od tej pory pokerzyści asy i ósemki nazwali "ręką umarłego".

Opis dworku szlacheckiego na podstawie „Pana Tadeusza”

Adam Mickiewicz w swoim utworze pt. "Pan Tadeusz" zawarł obraz szlacheckiego dworku w Soplicowie oraz ludzi zamieszkujących go. Mieszkańcy Soplicowa byli patriotami, kultywowali stare tradycje oraz szlacheckie obyczaje. Dwór w Soplicowie był przykładem, że istnieją jeszcze miejsca, w których tradycje są świętością, a ich mieszkańcy są patriotami, kochają ojczyznę, szanują obyczaje i kulturę swojego kraju, a do tego są mężni i waleczni. Określenie Soplicowa nadane przez Bartka Prusaka jest jak najbardziej słuszne. Mężczyzna nazwał go "centrum polszczyzny".

Wnętrze dworku w Soplicowie odzwierciedlało wielki patriotyzm oraz polskość. Świadczyły o tym obrazy na ścianach. Były to portrety przywódców oraz narodowych bohaterów - Kościuszki, Rejtana, Jasińskiego oraz Korsaka. W dworku w Soplicowie znajdował się stary zegar kurantowy, który wygrywał "Mazurka Dąbrowskiego", narodowy hymn polski.

Gospodarzem soplicowskiego dworku był Sędzia. Sędzia kultywował polskie tradycje i obyczaje, m. in. zwyczaj polskiej gościnności. Soplicowska brama zawsze była otwarta, czekając na gości, gdyż zgodnie z zasadą gościnności każdego przyjmowano z życzliwością. W dworku szlacheckim często odbywał się biesiady, na których spotykała się nie tylko rodzina, ale i sąsiedzi oraz znajomi. Goście byli sadzani za stołem według określonego porządku. Kryterium przydziału miejsca był wiek i sprawowany urząd. Obyczajów przestrzegano także przy wspólnym posiłku. Mężczyźni usługiwali kobietom. Przy stole toczyły się rozmowy na temat gospodarstwa, polityki, a także na temat polowań. Na biesiadach zawsze były podawane tradycyjne dania oraz miód i wino. Wszystkie potrawy podawano na tradycyjnej, starej, rodzinnej porcelanie.

Mieszkańcy dworku szlacheckiego podtrzymywali też zwyczaj polowania. Polowania odbywały się wcześnie rano. Zaczynały się o świcie mszą świętą w intencji dobrych łowów, natomiast kończyły się graniem na rogu. Po powrocie z polowania następowała staropolska myśliwska uczta.

Mieszkańcy Soplicowa nie ulegali francuskiej modzie. Nosili narodowe stroje: kontusze i żupany.

Nie tylko wystrój soplicowskiego dworku, ubiór jego mieszkańców czy tradycje odzwierciedlały patriotyzm. Przejawiał się on również czynną działalnością na rzecz narodu. Jednym z mieszkańców Soplicowa był Jacek Soplica, późniejszy Ksiądz Robak. Jacek Soplica, niegdyś warchoł i hulaka, przeobraził się w działacza politycznego. Był emisariuszem. Bohater wstąpił do legionów, brał udział w walkach napoleońskich. Kilka razy odniósł w walkach rany. Jako Ksiądz Robak był cichy, skromny i pokorny. Powrócił na Litwę jako anonimowy człowiek, ukryty pod habitem. Pod takim przykryciem zwalczał szlacheckie przywary. Tępił anarchię, warcholstwo, a także szlachecką prywatę. Nawoływał szlachtę oraz chłopów do powstania. Jego działalność była bardzo niebezpieczna, Ksiądz Robak narażał swoje życie. Do końca zycia miał nadzieję na odzyskanie niepodległości przez ojczyznę.

Sędzia był bardzo dobrym gospodarzem. Troszczył się o swoich poddanych. Nie wykorzystywał chłopów, był bardzo ludzkim panem. Przestrzega tego, by chłopi nie pracowali dłużej niż od wschodu do zachodu słońca, nie chciał też żeby mu się kłaniali do ziemi. Zabraniał tez polowań na chłopskich polach.

Soplicowski dwór szlachecki był ostoją polskości. Mieszkańcy Soplicowa kultywowali tradycje i zwyczaje polskie, a także poświęcali się działalności na rzecz ojczyzny. Bartek Prusak nazwał Sopliców "centrum polszczyzny", o czym już wspominałam, gdyż tam się "człowiek napije, nadysze Ojczyzny!".

Jako że same Zaleszany są mało ciekawe przedstawię tu zabytki całej gminy.

Pozostałe po dawnych czasach zespoły i obiekty architektury sakralnej, zespoły dworsko-parkowe, cmentarze, pomniki i mogiły, archeologiczne obiekty nieruchome, stanowią zasoby kulturowe gminy. Najstarsze obiekty historyczne na terenie gminy to kościoły w Zaleszanach i Turbi oraz zespół dworski w Zbydniowie.

Parafia zaleszańska istnieje od 1326r.,pierwszym proboszczem był ksiądz Witus. Obecny kościół neogotycki wg projektu architekta Jana Sas-Zubrzyckiego w 1903r., w miejsce drewnianego kościola, wybudowanegw 1616 roku. Bogata rozczłonkowana bryła Kościoła W połączeniu z Malowniczą różnorodnościa szczegółów i elegancją dekoracji tworzy całość pełną charakteru i indywidualnego wyrazu. Osłaniający kościół wieniec drzew tworzy wokół świątyni strefę ciszy i dodatkowo wspomaga oddziaływanie architektury.

Data powstania kościoła nie jest dokładnie znana. Pierwsze wzmianki o kaplicy odnajdujemy w dokumentach z wizytacji biskupa Maciejewskiego z 1604r.. Mówi się w nich o przywileju nadanym przez kardynała Radziwiłła z 1598r. i patronie kaplicy- św. Leonardzie. W 1757r. ustanowiono w Turbi parafię, jej pierwszym proboszczem był ks. Wojciech Witarski. Obiekt kościelny został trzykrotnie dotknięty pożarem-1881, 1908, 1921. Po ostatnim z nich postanowiono wznieść świątynię murowaną, budowę rozpoczął ks. Jan Marek, który budował dwa kościoły w Brazylii oraz kierował budową kościoła w Zaleszanach. Świątynia, wzniesiona w 1922-24 roku, uszkodzona podczas działań wojennych w 1944 roku, jest ceglaną zwartą budowlą, której dodają wdzięku tynkowane na biało szczegóły architektoniczno-dekoracyjne.

Zbydniowski dwór Horodyńskich jest wyjątkowym zabytkiem tego terenu. Murowany, rozległy, prostokątny, dwór wzniesiony został na przełomie XVIII i XIX wieku, a wokół niego rozciągał się romantyczny park w typie angielskim z sadzawką. Zabudowa dworska mocno zdewastowana doczekała się restauracji, obecny właściciel chce tu otworzyć centrum szkolenia i biznesu. W otoczeniu dworu zachował się stary park, którego atrakcją jest aleja 27 czarnych orzechów, przy której znajduje się również zabytkowa figura Matki Boskiej. W parku znajdują się też dwa blisko 30-metrowe jesiony wyniosłe, rosnące w sąsiedztwie dworskiej kaplicy, dęby, buk, rosnący w pobliżu miejsca martyrologii, dwie sosny wejmutki oraz rzadka topola biała.

Nie doczekał się dotąd odbudowy dwór w Kotowej Woli, dziś już tylko ruiny otoczone mizernymi resztkami parku. Odarty z urody stoi w ciszy, bez dachu, ze zniszczonym wnętrzem, zapomniany przez czas i ludzi. Mimo zniszczenia odnaleźć tu można należną randze budowli powagę i dostojność.

Swoim dworem poszczycić się mogą też Zaleszany. Niewielki, parterowy dwór Konopków wzniesiony na przełomie XIX i XX wieku stoi opadal kościoła, w resztkach krajobrazowego parku. Jego ostatnimi właścicielami byli Gotzowie. Skromna wyeksploatowana i częściowo przekształcona budowla zagubiła cały urok wiejskiej, szlacheckiej siedziby. Piękny i rozległy niegdyś park dzielą obecnie szerokie ścieżki, pośród starodrzewia i trawników rosną gęsto młode dzikie drzewa. Obecnie dwór jest w rękach prywatnych.


Resztki zespołu dworskiego można zobaczyć na obrzeżach Turbi. Pośród rozległych pól, których monotonię przerywają nieliczne drzewa i współczesne zabudowania stoją podworskie budynki – opuszczona, zaniedbana gorzelnia, znacznie przebudowany czworak i stanowiący obecnie własność prywatną parterowy dwór z końca XIX wieku, pozbawiony istotnych cech stylowych i właściwego tego typu budowlom, koniecznego wręcz dla zachowania klimatu, parkowego otoczenia.

Swoistą historią i ciekawą zabudową wyróżniają się kaplice Horodyńskich i przydrożne wiejskie kapliczki. W każdej wsi oglądać można stającą przy drodze małą świątyńkę, w której widnieje postać świętego.


Jej pierwotny program użytkowy nie miał charakteru sakralnego. Była to bowiem oranżeria. Później właściciele dworu dostawali ją do spełniania funkcji religijnej. Pierwsza informacja o kaplicy pochodzi z 1906r. Po wojnie przez wiele lat kaplica zbydniowska użytkowana była przez mieszkańców tej wsi jako kościół należący do parafii Zaleszany. Po wybudowaniu w Zbydniowie nowej świątyni, zabytek ten opustoszał i dzisiaj jego główna sala stoi pusta.

Jolanta Valentin

Czy znasz polskie zwyczaje weselne?
Przygotowując się do wesela warto poznać dawne zwyczaje. Często chociaż w zmienionej formie są one nadal obecne w polskich weselach.

Przegląd tradycji rozpoczniemy od miejsc spotkań młodzieży. Ponieważ z uwagi na podział ról inaczej przebiegało wychowanie chłopców i dziewczynek, młodzież nie miała zbyt wiele możliwości na poznanie się. Spotkania odbywały się podczas prządek, w czasie chłodnych miesięcy. Spotkania te odbywały się w największym domu we wsi. Dziewczyny przynosiły robótki ręczne, przędły wełnę. W czasie tych spotkań śpiewano, tańczono, bajano. Takie spotkania pamiętają jeszcze co poniektórzy nasi dziadkowie.

Innymi okazjami do spotkań młodzieży były: jarmarki, święta, we dworach organizowano kuligi.

To, że w danym domu mieszka dzwieczyna lub chłopak gotowy do żeniaczki obwieszczano innym poprzez:
- malowanie okiennic, płotów i ścian domów na niebiesko,
- wieszanie wieńca – symbolu panieństwa.
Panny na wydaniu dbały o to, by mieć ładny ogródek. Przygotowywały sobie w ten sposób kwiaty do wianka.
W kojarzeniu par pomagała najbliższa rodzina i chrzestni.

Ważna była też rola swatów, ktorzy czynili pierwsze rozeznania w sprawach majątkowych, potem wraz z kawalerem i jego ojcem wyruszali do domu panny. Decydujące zdanie o przyjęciu bądź nie zalotnika miał ojciec panny młodej. Jeżeli ojciec przyjął zaloty młodzieńca, dopiero wówczas zainteresowana mogła wyrazić swoją opinię.

Zaręczyny, zrękowiny zwane też zmówinami początkowo odbywały sie w gronie najbliższej rodziny, z czasem przybrały bogatszą postać. Do domu panny młodej szedł pochód. Na jego przodzie kawaler, potem rodzice, muzykanci, sąsiedzi, swat ze swatkom. Młody przynosił gorzałkę i chleb. Przed poczęstunkiem, który czekał w domu panny, młodzi maczali chleb w soli i jedli. Przyszły satrosta weselny wiązał ręce młodych szarfą lub chustką. Od około XVI w. wśród szlachty rozpowszechniły się pierścionki. Czasem kawaler musiał wykupić wieniec panny.

Do polskich tradycji weselnych należało też odpowiednie zapraszanie gości. Gości starszych, ważniejszych zapraszano osobiście. Innych zapraszali wybrani drużbowie. Zapraszaniu towarzyszyli muzycy oraz poczęstunek.

Tradycja dzisiejszego wieczoru kawalerskiego i panieńskiego (zwanego wcześniej rozplecinami, warkoczem) jest długa. Ropleciny odbywały się w noc przed weselem. Do domu panny młodej przybywał orszak ze starostą weselnym, drużbą, swatami, na którego czele był wodzirej z rózgą. Czekające druhny ozdabiały kwiatami warkocz panny młodej. Jeden z mężczyzn ściągał chustę pod, którą skrywał się bogato przystrojony warkocz i rozplatał go wyjmując ozdoby.

Pan młody żegnał w tym samym czasie swoich przyjaciół, kawalerów. W tym pożegnaniu nie brały udziału kobiety.

Rano pan młody pojawiał się przed domem swojej wybranki. Odkupywał rózgę. Kiedy panna młoda pożegnała się z rodziną wskakiwano na umajony (udekorowany) wóz.

Polska tradycja weselna to huczne, długotrwające wesela. Bez wzgledu na pochodzenie każdy ojciec chciał godnie wydać córkę za mąż. Do wesela przygotowywano się od miesięcy. Rodzina pana młodego zbierała pieniądze na trunki i muzykantów. Rodzina panny na wystawne przyjęcie. Zabawa na weselu i poprawinach mogła trwać do tygodnia czasu.

Orszak jadący z kościoła zatrzymywany był szlabanem zrobionym z gałęzi, kwiatów, słomy. Za przejazd trzeba było zapłacić gorzałką, słodyczami, drobną kwotą.

Rodzice witali parę młodą chlebem i solą. Młodzi musieli obejść z nim wnętrze domu. Dopiero wtedy mogli wejść do środka goście. Ucztę rozpoczynano od obiadu.

Pannę młodą czekał biały wieniec – obowiązek zatańczenia z każdym gościem. Za co ten ofiarowywał zadatek.

O północy czas był na tradycyjne oczepiny. Pannie młodej ścinano, bądź skracano włosy. Zamiast wianka dostawała czepiec na głowę – symbol zamężnej kobiety. Oczepinom towarzyszyły też zabawy, żarty, przekomarzania.

Po oczepinach następowały przenosiny – wraz z żoną przewożono do domu męża cały jej posag. Teściowa czekała na młodą mężatkę z chlebem. Pan młody wnosił ją przez próg. Czasami też wnoszono ją na skrzyni posagowej, na pierzynie, albo na krześle.

Zwyczaje zostały opisane na podstawie książki: Księga tradycji. Zwyczaje w polskim domu. Wydawnictwo Publicat , Autorki: R. Hryń-Kuśmierek, Z. Śliwa, J. Łagoda, M. Łagoda-Marciniak, A. Gotowiec, E. Aszkiewicz

--
Jolanta Valentin
http://organizacjawesel.info

Zacne Waćpanny i Szacowni Waćpanowie otoż ma relacja.

Do Ogrodzieńca udałam się jako pasażerka magicznego punta. Oprócz mnie tylnią kanapę zajmowała mroczna Romy ( ). Z przodu - jak zwykle - zasiadał skład: kierowca - Marigell i pilot wycieczki - Alutka . Podróż nie obyła się bez przygód, gdyż Romy bardzo chciała zwiedzić Sosnowiec. Ale udało nam się dojechać pod zamek... W tym miejscu wypadałoby napisać długaśną litanię ohhów i ahhów pod adresem tejże budowli. Od razu chciałam brać aparat i biec w kierunku murów, ale najpierw trzeba było znaleźć resztę integrowiczów (Celkę, Faziego i Thrasha). Udało się, nastąpiły serdeczne przywitania i już zamierzałam wyciągnąć mój wspaniały aparacik i udać się w kierunku średniowiecznych ruin kiedy.... Ala i Marii oświadczyły, że muszą zjeść iście królewski obiad . W tym momencie wypada wspomnieć, iż pierwszy raz ujawniłam przed foremkami moją nową pasję - ten motyw będzie powracał w tejże relacji wielokrotnie - fotografię . Panna Marigell i panna (jeszcze ) Ala pożywiły się i przyszedł czas by nasz orszak ruszył na zamkowe wzgórze - w końcu ;P. Kupiliśmy bilety i weszli na podzamcze. W tej jakże historycznej scenerii Ala i Marii postanowiły sprawdzić sie w bojowym rzemiośle i niczym wojownicze łuczniczki wysłać strzały w kierunku tarczy. Ala po dokładnym instruktarzu młodego giermka (Ala my tam już wiemy, czemu tak opornie ci to szło ) niestety chybiła . Ale już Marigell udało się umieścić strzałę na tarczy - szkoda że poza obszarem punktowanym . Zmęczeni wyczerpującą wspinaczką na zamek ( ) postanowiliśmy odpocząć. Szanowne Damy i mężni Rycerze z Zabrza wybyli na małe oględziny zamku, Alicja i Marigell kontemplowały przyrodę na ławeczce, a ja wyżywałam się artystycznie . Po krótkim odpoczynku stała się rzecz niebywała - Marigell zdradziła, iż to jej pradawny, szlachecki ród od wieków włada właśnie na tych włościach! Tym samym kazała się mianować Panią na włościach i zdeklasowała nas (mnie, romy, celkę, faziego i marka - do roli jej poddanych ). Ala przynajmniej zachowała tytuł damy dworu . Po tych okropnych wieściach ( ) przyszła pora na miłą cześć wycieczki czyli zwiedzanie. PNW (pani na włościach ) i jej dama dworu udały się razem na przechadzkę po murach. A my - plebejskim zwyczajem trzymaliśmy się razem. I zwiedziliśmy cały zamek wchodząc wszędzie gdzie się tylko dało i robiąc przy tym dużoooo zdjęć. W tym miejscu wielkie dzięki dla moich wspaniałych modeli i modelek . Szczególnie dla Romy, Marka i Faziego - bo Celka z nami nie wytrzymała do końca . Podczas zwiedzania miała miejsce jakże wzniosła chwila, o której wspomnieć trzeba. Mianowicie, były to oświadczyny Marka! Thrash ubiega się o rękę Marigell, a ich zaręczyny mamy uwiecznione na zdjęciu! Kiedy już zwiedzaliśmy mroczne zakamarki twierdzy zeszliśmy (ja, Romy, Fazi i Marek) na podzamcze, gdzie pod zielonym parasolami Lecha (jak wiadomo ta nazwa ma tylko korzenie historyczne, nie mylić z pewnymi napojami ) znaleźliśmy Celkę, Mari i Alę. Po krótkim posiedzeniu skupiającym się na jedzeniu lodów i piciu "Dog in the fog" wróciliśmy na zamkowy dziedziniec. Tutaj znowu miało miejsce przegrupowania i tym razem w towarzystwie wielmożnej Pani Marigell i jej uroczej damy dworu udałam się do rycerskiej karczmy. Wnętrze było iście średniowieczne: kominek, świece, chorągwie na ścianach i klimatyczna muzyka (Ohh ahh ). To była najprzyjemniejsza część integracji. Chcąc utrwalić dla potomnych naszą obecność w tych magicznych salach wyciągnęłyśmy aparaty i przystąpiły do sesji . Potem dołączyła do nas reszta integrowiczów i czas płynął na rozmowach itd. . Po opuszczeniu karczmy udaliśmy sie w kierunku skałek, gdzie ja i Marigell ujawniłyśmy naszą zwinność fizyczną .... Na tym skończyła się nasza przygoda z średniowieczem i trzeba było wracać do szarej rzeczywistości. .... PROSZĘ O JESZCZE!!!... Zabrzanie chcieli już uciekać do domu tłumacząc, że są zmęczeni itp. Ale potem się przyznali się, że chcą jechać na lody do Olkusza bez nas . A jako, że nas nie można się tak łatwo pozbyć zaraz mknęłyśmy magicznym puntem za autem Fazika. Miejscem docelowym okazał się rynek, gdzie najpierw udaliśmy się na lody, a potem na jedzonko. Nie była to jednak ostatnia knajpa zaliczona tego dnia. kolejnym przystankiem był Faraon (czy inny Pharaon ) gdzieś klan posilił się pizzą, a Marii i Ala kawą z zepsutym mlekiem (mniam ).
A potem to grzecznie się pożegnaliśmy i rozjechaliśmy się do domków (Marii, Ala dzięki za podwiezienie) ...

Reasumując, podpisuję się pod zdaniem Ali i Celki - integracja zamkowa była jedną z najbardziej udanych w historii .

Relacjonowała dla Was
Lady Syriel herbu dwa nagie miecze ;p
wierny podnóżek Pani na Włościach.

Taram

heheheh już dawno nie było zapowiedzi wycieczek ...

Witam w drugą niedzielę Nowego Roku zapraszam na zimową odsłonę
XXI etap LV Rajdu Na Raty "Rezerwaty przyrody województwa pomorskiego" - tym razem wybór padł na moją okolicę i rezerwat przyrody Paraszyńskie Wąwozy.

O ile wchodzący 1 stycznia nowy rozkład jazdy SKM nie zrobi nam psikusa (proponuje zaglądanie na stronę główną Bąbli) to zbieramy się w pierwszym przedziale czołowego wagonu SKM odjeżdżającej z Gdańska do Bożepola Wielkiego o 7:30 , Wrzeszcz 7:37, Oliwa 7:44, Sopot 7:50, Gdynia 8:05, Chylonia 8:15 - nie wpadać w panikę bo ja tu wsiadam , Wejherowo 8:45. Pora dla niektórych może wczesna ale przez 1,5 godziny można się wyspać .

Na trasie nie przewiduje sklepów ale w odróżnieniu od moich letnich wycieczek nastawiam się na typową zimową wycieczkę z tempem odpowiednim (ukłony dla prezesa) i postojami - chyba że nas zasypie ))) ale bez przesady powtórki z okolic Starogardu nie będzie ;(((.

Startujemy z przystanku SKM w Bożympolu i udajemy się w kierunku lasu, miniemy leśniczówkę a może tam zrobimy pierwszy postój się zobaczy ...

O tym z czego słynie rezerwat „Paraszyńskie wąwozy” utworzony w 2001 roku dla ochrony bardzo licznych jak na ten rejon kraju źródlisk i związanej z nimi roślinności a także rzadkich i chronionych gatunków roślin i zwierzą dowiemy się chyba z pobliskiej tablicy oraz charakterystycznych zielonych opasek na drzewie chyba że już będzie ciepło i coś tam znajdziemy.

Po około 4 km powspinamy się trochę bo dojedziemy do najwyższego wzniesienia Nadleśnictwa Strzebielino. Jelenia Góra ma prawie 221 m.n.p.m.. Teren ten tworzył ustępujący lądolód skandynawski i jego wody roztopowe, pozostawiając liczne wąwozy, jary, pagórki i źródliska. Na wieży zrobimy kolejny postój a z wieżyw kierunku północnym i wschodnim roztacza się piękny widok na pradolinę Łeby a w kierunku północno-wschodnim w głębi widać pradolinę Redy. Różnica wzniesień pomiędzy dnem doliny a wierzchołkiem wynosi 170 m.

Potem będziemy podziwiali Kamienne Mosty. Są to kamienne umocnienia drogi nad głęboko wciętym przepustem. Nieznana jest dokładna historia ich powstania i przeznaczenia. Prawdopodobnie powstały w Kamienny okresie międzywojennym bądź na przełomie wieków.

Jak będzie otwarty poza sezonem to wstąpimy na kawę lub herbatę do dworu w Paraszynie. Zbudowany w drugiej połowie XVIII wieku, należy do grupy dworków szlachty pomorskiej. Na uwagę zasługuje doskonałe wkomponowanie dworku w krajobraz doliny Łeby oraz zsynchronizowanie walorów estetycznych z użytkowymi - tartak nad rzeką i położenie przy skrzyżowaniu lokalnych dróg z Gdańska do Lęborka.

Na fakt, iż dworek zbudowano w II-giej połowie XVIII wieku wskazują rozmiary użytych cegieł oraz typowy dla tego okresu układ wnętrz z dużym salonem, w osi środkowej.

Dworek usytuowany jest w malowniczej dolinie Łeby. Wokół niego założono niewielki ogród rustykalny z osiową aleją podjazdem i fontanną. Przy dworze znajdowały się drewniane: stajnia wozownia oraz stodoła. Całość otaczało kamienno-drewniane ogrodzenie.

Zrobimy sobie wspólne foto albo na górze albo na tle dworku albo na moście rzeki Leby.

Tak więc tak wygląda pokrótce MENU niedzielnej wycieczki. Zapraszam tradycyjnie.

Powrót pociągiem SKM ze Strzebielina Morskiego o 14:12 z przesiadką w Wejherowie (14:40). Koszt przejazdu w dwie strony około 13 zł - A dokładniej Gdańsk-Bożepole 8 złotych. Strzebielino-Gdańsk 6,60 zł.

Nie zapomnijcie o termosie gorącej kawy lub herbaty z tym czymś *). Jak będzie padać przydadzą się dobre kurtki i ochraniacze bo może być chlapu chlapu na drodze. No a potem na kwestę Wielkiej Orkiestry świątecznej Pomocy

No to pozdro od śledzia.
d.

*) prąd ??

p.s. a na następnej wycieczce pojedziemy zimą nad ... morze. Info po zatwierdzeniu przez ojca R.

Czarne chmury

AKA Clouds of war / Black Clouds (1973)






Gatunek:......... Historyczny
Data premiery:... 1973-12-23 (Polska)
Reżyseria:....... Andrzej Konic
Scenariusz:...... Ryszard Pietruski, Antoni Guziński
Zdjęcia:......... Antoni Wójtowicz
Muzyka:.......... Waldemar Kazanecki
Ilość odcinków:.. 10
Czas trwania:.... ~50m

OBSADA:
Leonard Pietraszak:... pułkownik Krzysztof Dowgird
Ryszard Pietruski:.... Kacper Pilch, wachmistrz Dowgirda
Edmund Fetting:....... margrabia Karol von Ansbach
Stanisław Niwiński:... rotmistrz Zaremba
Elżbieta Starostecka:. Anna Ostrowska
Anna Seniuk:.......... Magda Domaradzka
Olga Bielska:......... Agata Ostrowska, ciotka Anny
Zygmunt Kęstowicz:.... Niemirycz, mieszczanin z Lecka
Henryk Gołębiewski:... Maciek
Marian Glinka:........ człowiek margrabiego
Tadeusz Pluciński:.... Walery, przywódca bandytów
Mieczysław Voit:...... opat
Mariusz Dmochowski:... Jan III Sobieski
Józef Nalberczak:..... Trzosowski
Jerzy Matałowski:..... Andrzej Tarłowski
Janusz Zakrzeński:.... namiestnik Erick von Hollstein
Witold Dederko:....... więzień pruski
Zbigniew Geiger:...... poseł siedmiogrodzki
Józef Grzeszczak:..... bandyta, rajtar
Józef Kalita:......... chłop
Bogusław Linda:....... halabardnik w Barbakanie
Czesław Magnowski:.... kilka ról, m.in. zbir Walerego, dragon, rajtar
Irena Malkiewicz::.... dama dworu



Polski Fanfan, pierwszy polski serial spod znaku płaszcza i szpady - pisano o Czarnych chmurach w prasie z lat 70. Osią fabuły stały się dramatyczne epizody z walk o utrzymanie przy Polsce Prus Książęcych. Pozostawały one w lennej zależności od Rzeczypospolitej od 1525 r., kiedy Albrecht Hohenzollern sekularyzował państwo zakonne i złożył w Krakowie hołd królowi polskiemu. W XVII wieku na mocy traktatów welawsko-bydgoskich ziemie te przypadły elektorowi brandenburskiemu. Polska była wówczas krajem wolności szlacheckich, w Prusach szlachcie wiodło się znacznie gorzej. Na czele opozycji przeciwko elektorowi Fryderykowi Wilhelmowi stanął pułkownik Krystian Ludwik Kalkstein-Stoliński. W 1670 r. musiał uciekać z Prus do Polski. Podstępnie zwabiony do rezydencji ambasadora Brandta w Warszawie, na rozkaz elektora został porwany, mimo protestów polskiej szlachty i osobistego wstawiennictwa króla Michała Korybuta Wiśniowieckiego - skazany na karę śmierci i stracony w Kłajpedzie w 1672 r. Burzliwe dzieje Kalksteina-Stolińskiego stały się osnową scenariusza serialu telewizyjnego. Oczywiście, jak wielokrotnie podkreślał reżyser Andrzej Konic, w Czarnych chmurach nie można doszukiwać się zbyt dosłownych analogii do głośnej w Rzeczypospolitej sprawy Kalksteina ani bohaterowi serialu, pułkownikowi Krzysztofowi Dowgirdowi, przypisywać cech historycznego pierwowzoru. Jest to przede wszystkim film akcji, awanturniczo-przygodowy, a więc na pierwszy plan wysuwają się ucieczki, pogonie, pojedynki, intrygi i oczywiście miłość. Całość skontruowana na zasadzie powieści-rzeki, składa się z dziesięciu godzinnych odcinków. Realizacja trwała przeszło rok, poza łódzkim atelier zdjęcia kręcono w pięknych wnętrzach w Baranowie, w Pałacu Biskupim w Kielcach i w Rytwianach pod Kielcami, w Tęczynku, Krakowie i in., a malownicze plenery - m.in. pod Augustowem. W głównych rolach upamiętnili się Leonard Pietraszak jako pułkownik Dowgird i Ryszard Pietruski jako jego wachmistrz i przyjaciel, kuty na cztery nogi sługa Kacper. Sercami nieustraszonych zabijaków zawładnęły piękna starościanka Anna (Elżbieta Starostecka), wychowanica hetmana Sobieskiego (Mariusz Dmochowski) oraz szlachcianka Magda (Anna Seniuk).

Odc.1 [SZAFOT]

Druga połowa XVII wieku. Mieszczanin z Lecka - Jan Stolpecki zgodnie z wyrokiem namiestnika elektora brandenburskiego von Hollsteina, zostaje skazany na śmierć za zdradę. Wyrokowi sprzeciwiają się zgromadzeni mieszczanie oraz przybyły na czele zbrojnego oddziału pułkownik Krzysztof Dowgird - oficer pruski i szlachcic polski. Namiestnik nie zmienia jednak wyroku. Dowgird wypowiada służbę w wojsku elektorskim i wraz ze swymi towarzyszami przygotowuje plan odbicia Stolpeckiego. Egzekucja mieszczanina zostaje przerwana, ale do miasta przybywa oddział dragonów radziwiłłowskich pod dowództwem rotmistrza Zaremby. Dochodzi do walki; Dowgird zostaje pojmany, giną jego przyjaciele. Na wolności pozostaje jedynie jego wachmistrz Kacper Pilch i to on podczas zabawy na zamku uwalnia pułkownika. Wspólnie uciekają, ale na ich drodze staje Zaremba. Rozpoczyna się pojedynek...